RECENZJE | REVIEWS

THE STRAD Carlos Maria Solare:

This Marais miscellany has been taken from the last three of the composer’s five books of pièces for viola da gamba and continuo, published in Paris in 1711, 1717 and 1725. The selection includes the usual dance movements (allemande, sarabande, gigue and the like) as well as a few vignettes, ‘La Mariée’ (The Bride) a particularly charming one. Julia Karpeta is very much at home in the music’s idiom, dispatching the most complicated embellishments with consistent clarity and aplomb. She draws a lean, silvery sound from her viola da gamba, and I would only carp at some occasionally obtrusive application of vibrato. In most pieces, the continuo is realised just with theorbo, giving the music an agreeably intimate character.

The Marais groups are separated by elaborate character pieces by his colleague – and rather rabid competitor – Antoine Forqueray, said to have been a ‘devilishly good’ player, just as Marais was an ‘angelic’ one. Published posthumously in 1747, they are eloquent musical portraits of contemporary – non-viol playing – musical personalities. The particularly dramatic ‘La Couperin’ was probably written in memory of the great harpsichordist, while ‘La Leclair’ recognisably reflects the virtuoso violinist’s style. ‘La Buisson’, a thumbnail of the composer’s brother-in-law, makes for a swinging conclusion to this well-planned and excellently recorded recital.

GW PŁOCK Robert Majewski: 

Pamiętacie film „Wszystkie poranki świata”? Scenariusz opiera się na wyobrażonej biografii kompozytora de Sainte Colombe`a, mistrza instrumentu o nazwie viola da gamba. Pan de Sainte Colombe i jego viola towarzyszą ostatnim chwilom życia przyjaciela, który przed śmiercią chciał posłuchać muzyki oraz napić się po raz ostatni ulubionego wina. Tego wieczoru umiera także żona muzyka. Osieroca dwie córki, z których młodsza liczy dwa, starsza sześć lat. Pan de Sainte Colombe nie może przeboleć utraty małżonki, ani tego, że nie czuwał przy ukochanej i nie zdążył się pożegnać. Po trzech latach wciąż ma ją jeszcze przed oczyma. Po pięciu wciąż słyszy jej głos. Po śmierci żony zamyka się w swoim domu, a córki wychowuje surowo. Od najwcześniejszych lat uczy je śpiewu oraz gry na violi. Muzyka jest jedyną przestrzenią, którą dziewczynki mogą dzielić z ojcem. Zrządzenie losu w postaci cieplutkiej jeszcze płyty Julii Karpety (dzisiaj światowa premiera) podsunęło mi dalszy ciąg tej historii. Jakimś cudem jedna z dziewcząt zadomowiła się w XXI wieku i nadal gra na violi. Nie jest już panną de Sainte Colombe. Podrosła i nosi inne nazwisko. I nawet jeśli nie jest biologiczną córką pana de Sainte Colombe’a, to z pewnością jego duchową dziedziczką. Zanim opowiem o nagraniu, najpierw kilka słów o tym niezwykłym instrumencie. Popularność violi da gamba przypada na przełom renesansu i baroku. Potem ją zapomniano. Trzeba było czekać końca XX wieku i filmu „Wszystkie poranki świata”, aby świat sobie o niej przypomniał. Pionierem odrodzenia muzyki na ten instrument jest Jordi Savall. A jako pionier musiał być swoim własnym nauczycielem, mentorem i inspiracją. Po czterdziestu latach Savall wciąż szuka, odkrywa zapomniane dzieła i inspiruje pokolenie młodych muzyków. Mówi się, że do violi się dorasta i dojrzewa, bo miarą kunsztu dobrego gambisty jest umiejętność rozmowy bez słów, snucia intymnych opowieści. Chyba nie ma innego instrumentu, którego rozedrgane struny szły by w zgodzie z drgnieniami duszy. Chociaż w zasadzie jest na odwrót: to rytm serca, oddechu i uczuć pobudza drgania strun violi. Taka to właśnie muzyka – godząca w sobie fundamentalną, trwałą, duchową podstawę i ulotność improwizacji. Wszystko, co dzieje się w niej fizycznie jest arabeską, rozkwitającą po każdym pociągnięciu smyczka. Muzykę komponowaną na violę, pisano przede wszystkim dla własnej satysfakcji. Gambiści grali ją dla siebie lub dla niewielkiego grona słuchaczy. Wymarzona to sztuka dla samotników i – paradoksalnie – osób towarzyskich, dla których towarzyskość nie jest klepaniem banałów, a okazją do wspólnego przeżywania Julia Karpeta snuje swoje opowieści w moim domu od kilku tygodni. Towarzyszy mi co wieczór podczas czytania książek, przeglądania korespondencji, picia herbaty i drzemki na kanapie. Znajduję na tej płycie piękno domowe, oswojone, zwyczajnie ciepłe, ludzkie. Mam wrażenie, jakbym był jedynym słuchaczem we wszechświecie, a mój egzemplarz płyty jedynym jaki istnieje. To nie koncert, to granie odległe od popisu – esencja intymności. Ale nie dajmy się zwieść. Za każdą tak lekko zagraną frazą stoi niezwykła biegłość instrumentalistki. Gambistce udało się nagrać płytę, na której muzyka zdaje się nie być najważniejsza. Raczej człowiek. Ten, który gra i ten, który słucha. Julia Karpeta dojrzewała do solowego albumu kilka lat. Doświadczenie zdobyte z triem Overtone i w duecie gambowym Fernabucco (tworzy go z mężem) zaowocowało ciekawym programem nagrania, na który złożyły się utwory Marina Marais i Antoine’a Forqueray. Artystce towarzyszą znakomici instrumentaliści: Anton Birula – teorba, klawesyniści – Marta Niedźwiecka i Maurycy Raczyński oraz Krzysztof Karpeta, grający na drugiej wioli. Na uwagę zasługuje również warstwa edytorska wydawnictwa: piękna okładka i ciekawy esej pióra Marka Nahajowskiego, wydatnie pomagający poznaniu tej wyjątkowej muzyki.

RES MUSICA Cécile Glaenzer :

Marin Marais et Antoine Forqueray sont les deux piliers du répertoire français pour la viole. Une sorte de Graal des violistes. Les enregistrements de ces deux figures tutélaires ne manquent pas. La violiste polonaise Julia Karpeta a choisi d’apporter sa pierre à cet édifice : redoutable pierre de touche, en effet, que la confrontation à ce répertoire monumental.

Souvent présentés comme rivaux, Marais et Forqueray furent également appréciés à la cour de Versailles. Dans son traité « Défense de la basse de viole« , Hubert Le Blanc affirme que Marais jouait comme un dieu, et Forqueray comme un diable. Il semble que les deux musiciens aient eu des tempéraments bien différents, et le caractère irascible du « diabolique » Forqueray se retrouve jusque dans sa musique, au langage très personnel. D’ailleurs, il a interdit toute publication de ses œuvres de son vivant, et c’est son fils Jean-Baptiste qui a publié une partie de ses pièces de violes à sa mort, avant d’en proposer des transcriptions pour clavecin. Le doute demeure quant à l’attribution paternelle de ces pièces, dont le langage moderne pourrait donner à penser qu’elles sont de la main du fils, lui-même violiste de renom. Julia Karpeta a choisi de présenter trois grandes suites de Marais alternées avec trois pièces de Forqueray très contrastées.

La musique baroque se porte bien en Pologne, particulièrement à Wrocław où s’est formée Julia Karpeta. Elle est la continuiste attitrée de l’Ensemble Baroque de Wrocław (on se souvient du magnifique enregistrement de la musique de M. Mielczewski par cet ensemble), et de nombreuses autres formations à travers l’Europe. Pour les suites de Marais, elle a choisi de varier le continuo : la première et la troisième suites sont accompagnées par le seul théorbe, et l’équilibre est parfait avec la viole soliste. Pour la deuxième, on revient à la configuration plus classique d’un accompagnement au clavecin avec une deuxième basse de viole. Les pièces de Forqueray sont des portraits, soit de personnages contemporains de l’entourage du compositeur, soit issus de la mythologie comme la magistrale Jupiter. La première pièce, intitulée La Couperin, commence avec un accompagnement de théorbe seul, rejoint en cours de route par un clavecin trop bavard qui couvre un peu le chant de la viole. Dans la chaconne La Buisson qui clôt le programme, on entend un véritable dialogue entre l’accompagnement du théorbe et la viole. Dans l’ensemble, il existe un léger déséquilibre dans la prise de son : une basse continue trop présente au détriment de la viole soliste. C’est d’autant plus dommageable que le jeu de Julia Karpeta est d’une grande musicalité et que l’on découvre dans ce disque une interprète particulièrement sensible, au niveau des plus grands.

MUSIC WEB INTERNATIONAL Jonathan Woolf:

The great viola da gamba virtuosos Marin Marias and Antoine Forqueray consolidated the advances in composition and technique made for the instrument by their predecessors, men such as Demanchy, Rousseau and Sainte-Colombe – the last named, indeed, taught Marais. Therefore, the juxtaposition of the two men is logical, as they were born sixteen years apart, and not by any means unique. For all that the selection favours the large-scale Marais suites, the three concise character pieces of Forqueray act more in the way of paragraphal points in the narrative of French string writing in the first half of the eighteenth-century.

In accordance with prevailing practice of the time the performers here have sifted three different Marais collections and selected their own instrumentation and continuo. Julia Karpeta is the viola da gamba soloist throughout. For both Marais’s Suites in A Minor she is joined by theorbo player Anton Birula. For the D major she’s accompanied by harpsichord Marta Niedźwiecka as well as, in six of the nine movements, her fellow gamba player, and husband, Krzysztof Karpeta. The other harpsichord player, Maurycy Raczyński, accompanies on two of the three Forqueray pieces.

This adds variety and historical precedent and it’s good to note, further, that the performers respond to the music’s nobility with eloquence of their own. That’s certainly true in the case of the suite from Marais’ Fifth Book of Pieces for Viols published in Paris in 1725 where the elegance of the Prelude and Sarabande as well as the rusticity of the La Mariée movement are finely projected and proportioned. The earlier Third Book owes much more, overtly, to Lully in its grace and is more essentially traditional. The balance between the instruments, whether single or two gambas is finely done, as is that between the gambas and harpsichord. Tempos are alert and never drag. The A minor suite from the Fourth Book sports a pair of very characterful Musettes, playful and terpsichorean and probably the suite’s highlight.

Each of the Forqueray pieces has a special sense of character; La Couperin is a kind of tombeau, with registral leaps and a movingly melancholic element to the fore. La Leclair cannily seems to encode a dancing quality that Leclair himself, a noted dancer, would have appreciated. Finally, Chaconne. La Buisson plays on the name – Buisson was the composer’s brother-in-law – and is a splendidly attractive piece of work, and ends the recital on a note of benevolent good spirits.

CLASSIQUE HD Nicolas Roberge: